Moje dziecko ma tiki? Czy to jest zespół PANDAS?

W internecie znajdziecie wszystkie szczegółowe objawy zespołu PANDAS.
Klikając na ten link znajdziecie genezę i diagnozę  zespołu PANDAS czyli dziecięcego zaburzenia neuropsychiatrycznego związanego z infekcją paciorkowcową. Po pierwsze ważna jest wizyta u pediatry, który postawi taką diagnozę i który wyśle na badania mające na celu potwierdzenie wystąpienia infekcji paciorkowcem. Natomiast w drugiej kolejności warto zgłosić się do psychoterapeuty, który zaproponuje skuteczną terapię zachowań kompulsywnych i tików, i sprawi, że dziecko i rodzic nauczą się dobrze kontrolować te zachowania, aby nie  miały one negatywnych konsekwencji w życiu społecznym i szkolnym własnego dziecka.
Ja właśnie piszę w tej sprawie – jako psychoterapeuta strategiczny, specjalista w leczeniu OCD u dorosłych i dzieci często zalecam natychmiastowe rozpoczęcie pracy nad tym zaburzeniem, aby nie stał się on chronicznym problemem całej rodziny

Zdiagnozowano u twojego dziecka zespół PANDAS, zgłoś się do nas i zastosuj skuteczne techniki leczenia zaburzenia obsesyjno-kompulsywnego.
Reklamy

„Co czułeś w tym momencie? Nie wiem!!!” Skuteczna terapia dla informatyków i umysłów ścisłych.

Od listopada 2018 regularnie przyjmuję pacjentów w przychodni Allenort Inversa w Warszawie i poznaję ich podejście do terapii. Jako, że w pracy stosuję krótkoterminową terapię strategiczną, które nie jest jeszcze znana w Polsce, więc często spotykam się z pozytywnych zdziwieniem, kiedy pacjenci odkrywają, jak prowadzę sesję i jakie pytania zadaję.
Kilka dni temu miałam pacjenta, który znalazł się na granicy załamania nerwowego po tym, jak przez wiele lat pracował w firmie żle zorganizowanej, gdzie relacje między pracownikami były bardzo nieprzyjemne, a szefostwo jeszcze bardziej podgrzewało atmosferę.
Opisał on ostatnie 3 lata pracy jako totalny koszmar i poczucie, jakby siedział ciągle na bombie, która mogła w każdej chwili wybuchnąć.
Codzienne prośby od zespołu, których nie mógł zaspokoić, wygórowane oczekiwania od przełożonych, ciągła presja, i poczucie, że niewiele od niego zależy, ale jednocześnie musi ponosić odpowiedzialność za rzeczy, które nie są pod jego kontrolą, to go przerosło. Kompletny Mish Mash.

Będąc  świadomy swojej sytuacji, już 3 lata temu udał się do psychoterapeuty, ale po 2 latach terapii nic się nie zmieniło. Pacjent nie potrafił radzić sobie ze stresem, nie wiedział, co może zmienić. Był na rozdrożu. Po kilkunastu latach pracy w tej firmie miał chęć trzasnąć drzwiami, wyjść z biura i już nie wrócić. Na szczęście tego nie zmienił, bo nadal kochał to, co robi i lubił osoby pracujące w jego dziale.

Kiedy spotkaliśmy się podczas pierwszej konsultacji psychoterapeutycznej, zapytałam się co takiego poszło nie tak, podczas 2 letniej pracy z innym psychologiem.
Pytano mnie, jak ja się czułem w tej, czy tamtej sytuacji. Jakie emocje mi wtedy towarzyszyły, a ja po prostu nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć. To już się wydarzyło, nie pamiętam.”

Jest bardzo wiele osób, które nie potrafią nazwać swoich emocji, nie mogą przywołać w pamięci tego, co czuli rok temu, 3 lata temu i nie chcą opowiadać bajek. Nie chcą kłamać. Pytania tego typu są dla nich męczące. I prawdę mówiąc nic nie wnoszą w pracy terapeutycznej.
Dla osób, które wykonują zawody techniczne, które mają umysły ścisłe i w pracy wykonują zadania logiczne, racjonalne, umysłowe – bardzo trudno jest przełączyć się na emotional mood, na mówienie o emocjach, rozumienie własnych czy odczytywanie cudzych. W terapii strategicznej dostosowujemy rodzaj komunikacji i relacji do osoby, którą mamy  przed sobą i staramy się dopasować do pacjenta, a nie oczekiwać, że on dopasuje się do naszego sposobu leczenia.
” Ja jestem informatykiem. Ja jestem elektronikiem. Ja jestem inżynierem. Ja zajmuję się rozwojem strategii firmy. Ja zarządzam produkcją i logistyką.”
Mogłabym wymienić wiele zawodów, dla których taka terapia jest bardziej przyswajalna.  Prosty dialog, podczas którego analizujemy to, co nie działa i szukamy alternatywnych rozwiązań. Mówimy o emocjach, mówimy o sposobie postrzegania danej sytuacji, mówimy o tym, jak poprawić relacje w pracy czy w domu.
A pod koniec godzinnej sesji dość  łatwo wyłaniają się ćwiczenia i strategie, które dany pacjent musi wykonać w domu, między jednym a drugim spotkaniem.
Bo terapia to nie tylko godzinna rozmowa, ale wszystko to, co dana osoba zrobi między jednym spotkaniem a drugim.
Wcęc nie zrażaj się do psychoterapii, mówiąc, że nie jest dla Ciebie. Poszukaj dość szybkiego rozwiązania poprzez terapię strategiczną.

Boję się….. przełykać. Fagofobia.

Witajcie,
Kilka dni temu dostałam poniższego e-maila z prośbą, aby pomóc osobie  cierpiącej na fagofobię, czyli na lęk przed połykaniem.

fagofobia
Jak przytacza Pani Kasia (imię zmienione), od ponad 30 lat ma różnego rodzaju fobie, w których obiekt lęku się przemieszczał, zmieniał się. A to rak, a to inna choroba, a to palenie, czy przełykanie pokarmu, czy śliny. W tym momencie ten problem stał się jeszcze bardziej uporczywy, gdyż nie można żyć bez jedzenia, bez picia. Sama dolegliwość może być postrzegana jako anoreksja (Pani Kasia schudła 7 kg w 2 miesiące), ale oczywiście nią nie jest. To jest już :”prawie” nerwica natręctw, czyli zaburzenie obsesyjno-kompulsywne.

Pierwsze pytanie, które zadałabym Pani Kasi, gdyby przyszłaby do mojego gabinetu byłoby następujące. Co starała się Pani zrobić do tej pory, aby rozwiązać problem z przełykaniem:
– picie małymi łyczkami,
– jedzenie papek, serków homo, jedzenia dobrze zmielonego, aby można było go łatwiej przełknąć.
Nie wiem, czy Pani Kasia ma dzieci, ale każda matka niemowlaka wie, że podawanie zmielonych pokarmów w niektórych przypadkach może spowodować zaksztuszenie się, kiedy to jedzenie dostanie się do tchawicy. Czasami większy dyskomfort może spowodować resztki papki, które zostaną w tchawicy czy w płucach, a nie mały kawałek chleba, który jest dużo łatwiej wypluć.
– picie wody z butelki zaraz po przebudzeniu, gdyż potem pojawia się lęk i jest już za późno.
Tutaj także możemy się zastanowić, czy wypicie jednym haustem litra wody jest dobre dla naszego organizmu. Czasami to powoduje inne dolegliwości.
– chrząkanie przed każdym posiłkiem, aby przygotować się do jedzenia i picia (kompulsja).

Ale co jest najgorsze, to fakt, że Pani Kasia zaczęła kontrolować czynność tak prostą i automatyczną, jaką jest przełykanie, czym  zaburzyła normalny porządek rzeczy.
Jak wiemy, im bardziej chcemy kontrolować reakcje naszego ciała, które są automatyczne i naturalne, czyli dzieją się bez naszej woli, tym bardziej zaburzamy cały system naszego organizmu. Im bardziej chcemy to kontrolować, tym bardziej tracimy kontrolę. Nikt z nas nie musi kontrolować tego, czy oddycha, czy bije mu serce, czy przełyka ślinę, gdyż dzieje się to poprzez nas autonomiczny układ nerwowy.
Ale im bardziej w to ingerujemy, tym bardziej zaburzamy jego naturalny rytm.
Oczywistym jest, że Pani Kasia w tym przypadku nie jest w stanie tego nie kontrolować, ale wiemy, że im bardziej, im dłużej będzie to robiła, tym więcej będzie miała z tym problemów. I wróci do punktu wyjścia.
To, co wiemy z poniższego maila to fakt, że dopóki Pani Kasia nie nauczy się radzić sobie z lękami i innymi emocjami, to te problemy wrócą. Pod tą, albo pod inną postacią.
Możemy nauczyć się ponownie przełykać bez problemu, ale dopóki nie stawimy czoła naszym lękom, po jakimś czasie lęk pojawi się pod nową postacią. Wyrzucimy go oknem, a wróci drzwiami.

Ostatnia uwaga – mówiłam o nerwicy natręctw – w przypadku Pani Kasiu widzę początki kompulsji, które przejawiają się w wykonywaniu pewnym powtarzanych czynności, rytuałów przed lub po posiłku. Służą one temu, aby się uspokoić, aby obniżyć napięcie, aby być bardziej zrelaksowanym.
Porady na tym blogu mają was tylko zachęcić, abyście zasięgnęli porady dobrego specjalisty.
Sami nie możemy sobie z tym poradzić. Po co żyć z takim ciężarem kolejnych 30 lat.
Ale oczywiście wybór należy do nas….

 

Cytuję maila, którego dostałam od pacjenta:

Witam, w poszukiwaniu skutecznego sposobu na pozbycie się lęku przed połykaniem (fagofobii)  trafiłam na pani bloga.Prosi pani o opisanie problemu i wysłanie na maila.
Mam 48 lat, w wieku nastoletnim zapadłam na nerwicę lękową,objawy przemieszczały się z jednej części ciała na drugie ,nigdy jej nie leczyłam i tak przeżyłam z nią 30 lat. Teraz mam problem z połykaniem jedzenia,picia a nawet kilka razy w ciągu dnia śliny i to już jest niefajnie.Sama sobie ten lęk wkręciłam, zaczęłam palić papierosy a że jestem hipochondryczką paliłam i myślałam jak mi te papierosy szkodzą, że pewnie dostane raka itp. Mój znajomy podzielił się ze mną swoją „shizą”,że czasem tak ma że bierze łyk kawy i nagle jakby mu coś przyblokowało odruch połykania,ani w jedną ani w drugą stronę i zaczyna się krztusić.Wysłuchawszy jego opowieści pomyślałam sobie że to musi być straszne, że on dużo pali i pewnie dlatego i tak mu się dzieje i że mnie to samo może dopaść. Któregoś dnia siedzę z nim w kawiarni,pije kawę i pale papierosa (siedzieliśmy w sali dla palących) i pomyślałam sobie że tu kilka osób pali, nie ma dobrej wentylacji,że jestem biernym palaczem i w tym momencie biorąc łyk kawy poczułam to samo co znajomy…przyblokowało mi odruch połykania i ani w przód ani w tył. Wystraszyłam się okrutnie,aż mi ręce zdrętwiały, nie zaczęłam się krztusić tylko po kilku/kilkunastu (nie wiem dokładnie ile to trwało)  przełknęłam. Od tej pory zaczęłam się bać picia,piłam maleńkimi łykami, doszedł lęk przed jedzeniem posiłków i z dnia na dzień przestałam jeść normalne jedzenie,tylko serki homo i to też lizałam i czekałam na odpowiedni moment kiedy mogę przełknąć pod kontrolą oddechu. Każde przełknięcie czegokolwiek było pod moją kontrolą ,kilka razy dziennie miałam też problem z przełknięciem śliny…koszmar.Chodziłam ciągle głodna, schudłam 7 kg w 2 miesiące.Piłam tylko rano po przebudzeniu  wodę mineralną z butelki duszkiem ,później jak wstałam lęk nie pozwolił mi pić. Ze szklanki próbowałam pić przez cieniutką rurkę od soczku dla dzieci i gdy tylko poczułam płyn na łuku na podniebieniu od razu mi się blokował odruch połykania. Byłam z tym u terapeuty ,ale stwierdził że on sobie z tym nie poradzi i że wysłał mnie do kliniki leczenia nerwic. Nie poszłam . Teraz idzie trzeci miesiąc jak z tym się meczę, jest dużo lepiej bo mogę już wszystko jeść ale pod kontrolą połykam, gryzę jedzenie praktycznie na papkę ,jem wolniej  i przed połknięciem mam taki odruch jakby odchrząknięcia żeby usunąć jedzenie spod łuku i dopiero przełknąć, pije też z butelki duszkiem  o różnych porach choć z tyłu głowy mam strach że się zakrztuszę – póki co udaje mi się. Niestety ze szklanki picie to katastrofa, kawa,herbata nie ma szans.Nie ma mowy żebym mogła zjeść posiłek w restauracji czy w ogóle wśród ludzi bo chrząkam przed połykaniem jak wieprz.Nie palę od kilku dni, czytam książki o nerwicy, próbuje sobie wytłumaczyć że jeśli mam tak pogryzione jedzenie na młóto to nie udławię się ale jeśli nie odchrząknę to mi się blokuje a jak się zablokuje to wpadam w shize i błędne koło.Czy może mi pani coś podpowiedzieć jak mam z tym walczyć? Bo to nie jest tylko lęk, ale jeśli próbuje się na siłe przełamać to robi mi się blokada, co prawda nie krztuszę się, tylko za drugim podejściem przełknę ale od razu mam lęk jak cholera. Bardzo panią proszę o pomoc bo to jest coś strasznego. 

 

%d blogerów lubi to: