Wilczy głód – Bulimia czy Syndrom Vomiting?

bulimia

Z uwagą śledziłam wywiadu, którego udzieliła Ania Gruszczyńska w DzienDobryTVN. Gratulacje za piękny manifest, za odwagę o mówieniu o rzeczach trudnych i za pokazanie, iż z bulimią można sobie poradzić.
Wiem, że nie jest trudno. Nie z własnego doświadczenia, ale z doświadczenia moich pacjentek, które od wielu lat walczyły z tym wilczym głodem, zanim do mnie trafiły.
Mam świadomość, że wiedza na temat tego zaburzenia odżywiania jest naprawdę znikoma, istnieje wiele błędnych przekonań, które nie pomagają wyjść z problemu.
Jednym z nim jest stwierdzenie pewnego lekarza, który stwierdził, że z bulimii nie można wyjść. CO ZA BREDNIE!
Cieszę się Aniu, że znalazłaś sposób na wilka i teraz jedzenie znowu stało się dla Ciebie przyjemnością.
Chciałabym was tylko zapytać o jedno – czy słyszałyście kiedyś o syndromie Vomiting? CZym on się różni od bulimii.
Bulimia jest zaburzeniem odżywiania, który polega na nieumiejętności kontrolowania tego, co się je i w konsekwencji na napadach jedzenia wywołanych przez emocjonalny głód, podczas których dana osoba jest w stanie zjeść za jednym razem wiele tysięcy kalorii.
Na poczucie winy, które się po nim pojawia – stosuje głodówki, środki przeczyszczające, ćwiczenia fizyczny, i często wymiotowanie.
Jak tak nieprzyjemna czynność jak wymiotowanie może pomagać?
Po pewnym czasie każda wilczyca zaczyna jeść aby móc wymiotować, gdyż wymiotowanie staje się dla niej czymś przyjemnym. Co wieczór, wtedy kiedy inni idą spać, zakradam się do kuchni biorę dużo jedzenia, siadam na kanapie przed komputerem i ogladam, jaki film obżerając się. Jak tylko skończę biegnę do łazienki i wymiotuję. Po wielu latach stałam się w tym dobra – robię to szybko, bezszelestnie i nie brudząc niczego. Sukces!! Dlaczego mam rezygnować z przyjemności jedzenia bojąc się jednocześnie o wagę. Mogę mieć to i to.
Czy naprawdę?
Z czasem stajemy się więźniem kompusji-wymiotowania, nie potrafimy nad tym zapanować. Nie chcemy już tego robić, ale nie umiemy inaczej. Nie wiemy, jak wyjść z tego błędnego koła.
Prof. Giorgio Nardone z Centrum Terapii Strategicznej przez wiele lat z osobami cierpiącymi na syndrom Vomiting. Z dużym sukcesem – skuteczność leczenia wynosi 86%.
8 kobiet na 10 ma szansę wyjść z tego wilczego więzienia i wziąć życie we własne ręce.
Jeśli macie pytanie odnośnie metod leczenia, piszcie. Odpowiem na każde pytanie.

 
http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/jak-przezwyciezyc-wilczy-glod,183889.html

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Czy depresją można się zarazić?

depreesso aiutoWybrałam ten prowokatywny tytuł postu, gdyż kierowałam się wykładem prof. Michael D. Yapko, psychologa klinicznego, który od ponad 40 lat zajmuje się badaniem i leczeniem depresji, we wszystkich jej aspektach. Jedna z jego ostatnich książek nosi tytuł : „Depression is contagious”, czyli „Depresja jest zaraźliwa”. Piszę on w niej o swoim rewolucyjnym podejściu do leczenia depresji, nie lekami , ale pozytywnymi relacjami międzyludźkimi.

Jak on doszedł do tego wniosku?

Zastanówmy się, co jest przyczyną wystąpienia depresji? Czy można tak łatwo go wyodrębnić? Gdybyś musiał podać jeden podstawowy faktor, który wywołuje depresję, to co to by było?
Yapko przedstawia różne czynniki:
– geny
– biochemiczna nierównowaga w mózgu,
– stan zapalny, podwyższony poziom proteiny C-reaktywnej,
– psychospołeczne czynniki wywołujące stres,
– zniekształcenia poznawcze,
– brak społecznego i środowiskowego pozytywnego wzmocnienia (nagrody),
– nierówności społeczne,
– wpływy rodziny, kultury,
– nieprawidłowy sposób rozumienia społecznych sytuacji,
– nieprawidłowa dieta,
– brak aktywności fizycznej,
– …….
Od tego, w co wierzymy, jak rozumiemy przyczyny depresji zależy, czy możemy coś w tej sytuacji zrobić, czy nie. Co to oznacza?
Jeśli wierzymy, że depresję wywołują geny, które dziedziczymy po rodzicach, czy dziadkach, to oznacza to, że sami nie możemy nic zrobić, aby poradzić sobie z tym problemem. Jesteśmy na nią skazani. Najnowsze badania pokazują, że wśród 25 tysięcy genów, które posiadamy nie istnieje żaden gen odpowiedzialny za powstawanie depresji, ale istnieją geny, które sprawiają, że możemy być na nią bardziej podatni.
Jeśli natomiast wierzysz , że twoja depresja jest wynikiem nierównowagi biochemicznej w mózgu, to zdecydujesz się na leczenie farmakologiczne. A jeśli wierzysz, że to wynik naszego negatywnego spojrzenia na świat i takiego też zachowania, to jesteśmy bardziej skłonni do leczenia poprzez psychoterapię.

Yapko podkreśla, że depresja, która w 2020 roku stanie się jedną z najczęstszych chorób psychicznych na które będzie zapadała większość społeczeństwa (według WHO – Światowej Organizacji Zdrowia), to bardziej choroba społeczna, niż psychiczna. Według niego OGROMNY wpływ na pojawienie się depresji w różnych okresach naszego życia ma niska jakość naszych relacji społecznych. W obecnych czasach coraz rzadziej wychodzimy się spotkać ze znajomymi, częściej piszemy smsa czy na Whatsappie, niż dzwonimy. Nie da się ukryć, że także nieumiejętne korzystanie z technologii prowadzi do zubożenia naszych relacji społecznych, które stają się powierzchowne. Dzieci zamiast wychodzić na „podwórko”, aby pograć w piłkę z kolegami, rozmawiają z nimi na Facebooku, czy na Snapchacie, przez co np nie rozwijają swojej inteligencji emocjonalnej i innych umiejętności społecznych. Jeśli w taki sposób spojrzymy na przyczynę depresji, to oznacza to, że aby z niej wyjść musimy pracować nad naszymi związkami, małżeństwem, relacjami z koleżankami, z dziećmi i członkami rodziny.
Czy taka koncepcja pojmowania przyczyn depresji was przekonuje?
Czy znajdujecie wokół siebie osoby w depresji? Może warto zadzwonić i wyciągnąć je na spacer?
Pozdrawiam,

Opublikowano Depresja | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Jak uwolnić się od przykrych, przeszłych wspomnień?

Głównym założeniem psychoterapii strategicznej jest skupienie się na rozwiązaniu problemów, które obecnie dręczą daną osobę, nie analizowanie przeszłości, nie doszukiwanie się traum w dzieciństwie.
Tu i teraz. Skupiamy się na błędnym kole, które często jest wynikiem naszych działań, mylnie interpretowanych myśli  czy nieokiełznanych emocji.
A co zrobić, jeśli tu i teraz myślę o przeszłości. Czy to jest teraźniejszość, czy jeszcze przeszłość?
Co zrobić, kiedy przykre wydarzenia z przeszłości są dla nas ciężarem i nie pozwalają nam skupić się na tu i teraz? Co zrobić w momencie, w którym co jakiś czas wracają do mnie wydarzenia z przeszłości, przykre, o których chcę zapomnieć, a które wywołują we mnie smutek i złość?

archiwum

Jak sobie  z tym poradzić?
Często w pracy z pacjentami dochodzimy do punktu, w którym musimy zwrócić oczy w kierunku przeszłości, aby się z nią uporać, i aby ona nie wpływała na obecną, często trudną sytuację.
Osoby, które od wielu lat borykają się z jakimś problemem, często nie zdają sobie sprawy, że mają przyczepioną kulę u nogi, która jest bardzo ciężka. Która im ciąży.
Są zmęczeni już w momencie, w którym się budzą, nie mają energii, nie mają fizycznej siły na robienie czegokolwiek (nic cały dzień nie robiąc). Często okazuje się (co jest niedostrzegalne gołym okiem), iż prowadzą wewnętrzną walkę ze wspomnieniami, nie chcą o nich myśleć (bo to  wywołuje cierpienie i  smutek), chcą zapomnieć.
Czy ta walka z przeszłością aby nie przysłania nam naszego życia teraźniejszością?

Co więc musimy zrobić?
Po pierwsze musimy uporządkować naszą time line, tzw. linię czasu. Przeszłość odłożyć do przeszłości, zająć się teraźniejszością i nie bać się myśleć o przyszłości.
Aby sprawić, żeby przeszłe przykre wspomnienia nie miały na nas wpływu musimy stawić im czoła. Co proponuję moim pacjentom?
Każda osoba musi zaopatrzyć się w duży notes i długopis. Codziennie musi znaleźć czas dla siebie. Siąść wygodnie w fotelu i celowo i świadomie zacząć zapisywać sytuacje traumatyczne i smutne, prowadzić swoje myśli w kierunku przykrych wspomnień.
Skupić się na obrazach, które pojawiają się w umyśle i zapisać je szczegółowo, klatka po klatce, aby można było sobie to wyobrazić. Kolory, dźwięki, zapachy, ruch. Wszystko. Ze wszystkimi szczegółami. Codziennie. Te same historie, albo inne. Wszystkie, które obecnie drążą nas umysł i nie pozwalają ruszyć z miejsca.
Codzienne, świadome przywoływanie w naszym umyśle przykrych obrazów z naszej przeszłości, sprawi, iż z dnia na dzień te obrazy stają się coraz bardziej wyblakłe.
Coraz mniej wyraziste, bledsze. A co za tym idzie, codziennie bolą coraz mniej. Aż dojdziemy do momentu, w którym kula, do której była uwiązana nasza noga ciąży coraz mniej, staje się lekka, a wtedy właśnie możemy się od niej uwolnić.
Wtedy właśnie mamy to uczucie odciążenia, czujemy się lekcy, mamy świadomość, iż te sytuacje  z naszej przeszłości już nie ranią, już nami nie kierują. To my kierujemy naszym życiem.
Przeszłość jest zarchiwizowana, odłożona na półkę, już nam nie przeszkadza budować teraźniejszości i planować przeszłości.

Podziel się swoimi spostrzeżeniami po wykonaniu tego ćwiczenia. Pozdrawiam. Agata

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz